4 lutego 2013

Codziennie coś...

Codziennie coś. Różne są te cosie, jedne sprawiają, że serce nam rośnie, ale dużo jest takich, że nam rośnie  ciśnienie. Właściwie można sobie powiedzieć: wszystko zależy od nas samych i od tego jak się nastawimy. Więc niby sprawa prosta- wystarczy się pozytywnie nastawić :) Najlepszą psychę ma G., więc to ona tu powinna sypać przykładami, jakie życie jest piękne, a dziudziuniem czy dwoma to już w ogóle, achhh!! Ale pewnie nie może się dopchać do kompa, bo albo rycerze albo egzaminy albo jakieś dziecko po klawiaturze skacze. Zauważyłam, że jak moja córka naciska jednocześnie wszystkie przyciski na klawiaturze, to touchpad przestaje działać, ciekawe...
Zatem, na prośbę M. i żeby puścić w świat dobrą energię od dziś zamieszczam rzeczy POZYTYWNE. To znaczy, nie że jest szczepionka na raka albo skończyła się wojna w Syrii. Takie małe pozytywne drobiazgi z codziennego życia mam. A co!
Zatem pozytyw numer 1 i jednocześnie źródło największej dumy mamusi: moje dzielne 13 miesięczne dziecię CODZIENNIE wieczorem robi siku do nocnika :) Po czym wstaje i idzie się kąpać. Chyba czas pokazać jej jak korzystać z papieru toaletowego :)))
I co tam wrzaski, niezjedzone zupy i nieprzespane noce, ta malutka kałuża moczu wzrusza mnie do łez...
Do tego stopnia, że M. i G. musiały ją dzisiaj wieczorem podziwiać za pośrednictwem MMSa, hi hi :)
K.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz