Bo zawsze jak coś kreatywnego przychodzi do głowy to:
- spoglądam na zegarek i odkrywam, że jest straaaasznie późno, a ja mam jeszcze tysiąc rzeczy do zrobienia, więc bardzo się spieszę...
- trzeba natychmiast zrobić jedzenie dla dziecka i bardzo się spieszę...
- trzeba pilne odpisać na 274 maile i bardzo się spieszę...
- w lodówce szaleje halny i trzeba pędzić na zakupy niczym górska kozica, bo o 21 ci leniwi barbarzyńcy bez krzty zrozumienia dla matek-Polek zamykają supermarket, więc bardzo się spieszę...
- dziecko wrzeszczy i wije się w konwulsjach i nie daje się ubrać, a za dziesięć minut muszę wyjść do pracy i bardzo się spieszę...
- niby dziecko w żłobku i można by chwilę odetchnąć, ale to jak już załatwię wizytę w ZUSie, zakupy, odbiorę awizo i faktury, zajrzę do pralni, umówię pięć wizyt lekarskich i posprzątam ten straszny bałagan w domu. Mam na to wszytsko 2 godziny, więc bardzo się spieszę...
- za piętnaście minut przychodzą goście i trzeba ukręcić jakiś posiłek, a ja właśnie przekraczam próg domu z zakupami i dziecko wita mnie gromkim "aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!" (w tłumaczeniu: natychmiast weź mnie na ręce i dawaj cyca!), więc muszę się spieszyć...
Zresztą we wszystkich powyższych sytuacjach owo "coś kreatywnego" okraszone jest taką ilością bluzgów i wyzwisk, że i tak wymagałoby bardzo starannej obróbki nim nadałoby się do upublicznienia, więc może nie żal, że nigdy nie ujrzy światła dziennego padającego na ekran.
A kiedy wreszcie siadam do laptopa z całych sił ignorując służbową skrzynkę mailową, jest w miarę cicho i w miarę spokojne, to znaczy, że jest tak późno i jestem tak zmęczona, że akurat nic kreatywnego nie przychodzi mi do głowy...
18 listopada 2012
12 listopada 2012
bardzo przepraszamy
Za tą głuchą ciszę..
M rozkręca internetową księgarnię, nie wiem kiedy ma czas na to wszystko z dwójką małych dzieci w domu, oporządzaniem całego domu (domu nie mieszkania!), oraz pozostaje dla nas niedoścignionym wzorem Pani Domu oraz Żony idealnej.. I jeszcze przy tym pozostaje ostoją spokoju i równowagi wewnętrznej..(zazdroszczę..;))
K walczy ze swoim pracodawcą, który (nie wdając się w szczegóły) próbuje jednak na nią zrzucić odpowiedzialność za powstałe nieporozumienia i opóźnienia różnego rodzaju bo może za dużo na siebie bierze obowiązków? w końcu godzenie roli matki i pracownika do prostych nie należy prawda??
G powoli wpada w panikę bo kolejna para majtek spruła jej się na tyłku, z którego okolic już wkrótce ma wydobyć się nowy Syn.. Torba szpitalna ledwie się dopina, bo może jeszcze jedna koszula? Albo może inna koszula? A na dodatek ciągle jeszcze ma coś do zrobienia..
ale wracamy niebawem, dajcie nam chwilkę ;)
M rozkręca internetową księgarnię, nie wiem kiedy ma czas na to wszystko z dwójką małych dzieci w domu, oporządzaniem całego domu (domu nie mieszkania!), oraz pozostaje dla nas niedoścignionym wzorem Pani Domu oraz Żony idealnej.. I jeszcze przy tym pozostaje ostoją spokoju i równowagi wewnętrznej..(zazdroszczę..;))
K walczy ze swoim pracodawcą, który (nie wdając się w szczegóły) próbuje jednak na nią zrzucić odpowiedzialność za powstałe nieporozumienia i opóźnienia różnego rodzaju bo może za dużo na siebie bierze obowiązków? w końcu godzenie roli matki i pracownika do prostych nie należy prawda??
G powoli wpada w panikę bo kolejna para majtek spruła jej się na tyłku, z którego okolic już wkrótce ma wydobyć się nowy Syn.. Torba szpitalna ledwie się dopina, bo może jeszcze jedna koszula? Albo może inna koszula? A na dodatek ciągle jeszcze ma coś do zrobienia..
ale wracamy niebawem, dajcie nam chwilkę ;)
7 listopada 2012
nowy ale jakby stary
Blondynka kupiła nowy samochód. Ale w rzeczywistości to stare, używane auto, więc jakie ono nowe. Syn nie rozumie. Każda, rzecz kupiona jest nowa. To logiczne...
Jak to ze starymi autami bywa, należało wymienić parę rzeczy np. rozrząd. I samochód trafił koniec końcem do warsztatu, bo wielce utalentowana blondynka na naprawie aut się nie zna. Niestety!
Jak samochód w warsztacie to należy jechać do Warszawy, by sprawy pozałatwiać. Więc blondynka bierze, wózek, chustę, tobołki, dwójkę dzieci i w wielkiej ulewie gna na PKS. Przystanek jest pod słupem elektrycznym i nie ma tam nawet wiaty aby się schronić, a deszcz leje. Parasolki nawet nie ma co brać bo trzeciej ręki kobieta nie ma. Znów niestety!
Całą drogę przedszkolak pyta czy na pewno musimy jechać autobusem? Dlaczego jedziemy autobusem jak mamy samochód? (Warsztatu nie rozumie, pojęcia starego auta także), więc pytania powtarzają się całą drogę.
Docieramy wreszcie do przystanku nr 1 u dziadków i tu kolejne pytania: Co nie odważyłaś się jechać samochodem? Więc blondynka tłumaczy, że rozrząd po 100 tyś. km. trzeba robić i co słyszy w odpowiedzi: no tak stary samochód wam sprzedali i zepsuty.
I o czym tu deliberować?
M.
Jak to ze starymi autami bywa, należało wymienić parę rzeczy np. rozrząd. I samochód trafił koniec końcem do warsztatu, bo wielce utalentowana blondynka na naprawie aut się nie zna. Niestety!
Jak samochód w warsztacie to należy jechać do Warszawy, by sprawy pozałatwiać. Więc blondynka bierze, wózek, chustę, tobołki, dwójkę dzieci i w wielkiej ulewie gna na PKS. Przystanek jest pod słupem elektrycznym i nie ma tam nawet wiaty aby się schronić, a deszcz leje. Parasolki nawet nie ma co brać bo trzeciej ręki kobieta nie ma. Znów niestety!
Całą drogę przedszkolak pyta czy na pewno musimy jechać autobusem? Dlaczego jedziemy autobusem jak mamy samochód? (Warsztatu nie rozumie, pojęcia starego auta także), więc pytania powtarzają się całą drogę.
Docieramy wreszcie do przystanku nr 1 u dziadków i tu kolejne pytania: Co nie odważyłaś się jechać samochodem? Więc blondynka tłumaczy, że rozrząd po 100 tyś. km. trzeba robić i co słyszy w odpowiedzi: no tak stary samochód wam sprzedali i zepsuty.
I o czym tu deliberować?
M.
24 października 2012
Jeszcze kupa..
Wieczorna kąpiel.
Syn odkleił z dna wanny antypoślizgowego krokodyla-matę i przykleił na ścianie.
-Mamo, trzeba mu narysować trawę
-Narysuj
(Mamy takie fajne farby do malowania w wannie i na kafelkach, zmywają się prawie całkowicie)
-Ty narysuuuujjjjjj....
-........eh
Maluję więc trawę, maczam palec kilkukrotnie w malutkim kubeczku i maluje zieloną trawę pod nogami antypoślizgowego krokodyla.
-No, już jest trawa, widzisz?
-mamo..ale jeszcze kupy!
Zaskoczył mnie poziom spostrzegawczości i zdolności obserwacyjnych mojego dziecka :)
No ale faktycznie..w warszawie właściwie każda trawa równa się kupy..
G
18 października 2012
Transakcja zrealizowana!
Tak to już jest jak blondynka kupuje samochód. Znalazła owaki na krańcu świata, we wsi zabitej dechami ale za to z XVI wiecznym klasztorem, jakby kogoś to interesowało. Podróż w owe miejsce bardzo malownicza. Dzieci były zachwycone. Same łąki i woda dokoła. A na łąkach krowy i konie. Coś co staje się już nieuchwytne w naszej podmiejskiej rzeczywistości. Na takim zadupiu, za przeproszeniem dokonałam jednak transakcji i koniec końców na moim podwórku stoi granatowy scenik. Po niespełna po 10 latach odkąd mam prawo jazdy kupiłam sobie pierwszy samochód. Wszystko jak dotąd owiane było tajemnicą, ale czas zaprezentować zakup rodzinie i najbliższym. Czekam na opinie.
M.
M.
12 października 2012
Sen część druga i na pewno nie ostatnia..
Wygląda na to że ostatnie tygodnie ciąży to powtórka z tych pierwszych, jeżeli chodzi o stopień zapotrzebowania na sen.
Muszę być naprawdę zmęczona żeby usnąc w dzień (coś w stylu zarwana noc albo dwie z rzędu, kiedyś dawno temu z powodów imprezowych, teraz już raczej z powodów wiadomych) a dwa dni temu tak właśnie usnęłam o 17.30 na kanapie siedząc oparta o synka oglądającego Małpkę George'a.. oczywiście zaraz mnie obudził, bo kto to widział żeby tak spać przy Georgu, ale co ucięłam to moje..
Już bym chciała nie chodzić do pracy i w ogóle nigdzie nie chodzić, noo, może niespiesznie na prasówkę przy kawie i szarlotce do jakiejś miłej kawiarni, ale chyba jeszcze trochę minie zanim mi się to uda. Jak się uda to nie omieszkam poinformować. Będą ogłoszenia na słupach może nawet..
A póki co zaczynam odczuwać poważną presję czasu, bo szkoła, bo pracy jeszcze trochę, bo wyprawkę już pora przygotować (może trzeba było jednak zrobić to w lipcu czy w sierpniu póki nie czułam się jeszcze jak czołg??), wózek uprać (na razie pasuje idealnie do żulerskiej kurtki od K) no i nakupić podpasek i podkładów higienicznych i wkładek do stanika.. ! I sam stanik! A booli mnie już wszystko i to coraz bardziej, miednica mi powoli pęka na złączeniach, ale trzymam się wersji zasłyszanej od pewnej Bardzo Mądrej Położnej, która mówi że jeszcze żadna kobieta nie pękła na pół, nawet w czasie porodu, więc mała szansa że będę pierwsza..
Tak więc walcząc z sennością dnia dzisiejszego szykuję zyupę z dyni na kolację i mam nadzieję że niedługo potem będzie mi dane pójść spać.. bo jutro dwunastogodzinny dzień na uczelni..ahhhhhhh....
dobranoc!
G
Muszę być naprawdę zmęczona żeby usnąc w dzień (coś w stylu zarwana noc albo dwie z rzędu, kiedyś dawno temu z powodów imprezowych, teraz już raczej z powodów wiadomych) a dwa dni temu tak właśnie usnęłam o 17.30 na kanapie siedząc oparta o synka oglądającego Małpkę George'a.. oczywiście zaraz mnie obudził, bo kto to widział żeby tak spać przy Georgu, ale co ucięłam to moje..
Już bym chciała nie chodzić do pracy i w ogóle nigdzie nie chodzić, noo, może niespiesznie na prasówkę przy kawie i szarlotce do jakiejś miłej kawiarni, ale chyba jeszcze trochę minie zanim mi się to uda. Jak się uda to nie omieszkam poinformować. Będą ogłoszenia na słupach może nawet..
A póki co zaczynam odczuwać poważną presję czasu, bo szkoła, bo pracy jeszcze trochę, bo wyprawkę już pora przygotować (może trzeba było jednak zrobić to w lipcu czy w sierpniu póki nie czułam się jeszcze jak czołg??), wózek uprać (na razie pasuje idealnie do żulerskiej kurtki od K) no i nakupić podpasek i podkładów higienicznych i wkładek do stanika.. ! I sam stanik! A booli mnie już wszystko i to coraz bardziej, miednica mi powoli pęka na złączeniach, ale trzymam się wersji zasłyszanej od pewnej Bardzo Mądrej Położnej, która mówi że jeszcze żadna kobieta nie pękła na pół, nawet w czasie porodu, więc mała szansa że będę pierwsza..
Tak więc walcząc z sennością dnia dzisiejszego szykuję zyupę z dyni na kolację i mam nadzieję że niedługo potem będzie mi dane pójść spać.. bo jutro dwunastogodzinny dzień na uczelni..ahhhhhhh....
dobranoc!
G
8 października 2012
Sen!
Sen jest niezbędny. Tak mi się wydawało. Wykończona matka snu też potrzebuje, choć rzadko o tym mówi, a jeszcze rzadziej się wysypia. Ja bez snu nie umiem funkcjonować. Przywykłam, że te godziny relaksu maleją ale muszą być.
I sobie wykrakałam... chyba! Mój starszy syn już nie sypia w ciągu dnia od dawien dawna i do tego przywykłam. Czasem marudzi ale w zasadzie zajmuje się sobą. Ale młodszy dzieciak przesadził. Nawet 1,5 roku nie minęło od czasu narodzin, a on już drugi dzień odmawia spania w dzień! A kiedy ja mam popracować, odpocząć, zrobić obiad, wyjąć pranie i rozwiesić? Koszmar! Muszę coś wykombinować bo oszaleję. Co gorsza on wieczorem po kąpieli poczuł się jak młody bug i zaczął zabawę, a wieczorne usypanie zakończyło się płaczem i słodziak padł ze zmęczenia. Oby ta noc była spokojna.
M.
I sobie wykrakałam... chyba! Mój starszy syn już nie sypia w ciągu dnia od dawien dawna i do tego przywykłam. Czasem marudzi ale w zasadzie zajmuje się sobą. Ale młodszy dzieciak przesadził. Nawet 1,5 roku nie minęło od czasu narodzin, a on już drugi dzień odmawia spania w dzień! A kiedy ja mam popracować, odpocząć, zrobić obiad, wyjąć pranie i rozwiesić? Koszmar! Muszę coś wykombinować bo oszaleję. Co gorsza on wieczorem po kąpieli poczuł się jak młody bug i zaczął zabawę, a wieczorne usypanie zakończyło się płaczem i słodziak padł ze zmęczenia. Oby ta noc była spokojna.
M.
Subskrybuj:
Posty (Atom)