18 lutego 2013

Odrodzenie


Właśnie minęły cztery lata, od kiedy mam ukochanego synka. Pamiętam całą ciężką ciążę, poród, te pierwsze spojrzenie brązowych oczek, karmienie, i słodki sen. Wszystko pamiętam jakby to było przed chwilą. Pierwszy krok małego leniucha, i mnóstwo słów gagatka, takich uroczych dziecinnych. Teraz mam dużego przedszkolaka, strasznie wygadanego, kochającego książki i pociągi. Jakoś mi się nostalgicznie zrobiło.
Taka refleksja nad przemijającym czasem pomaga ogarnąć rzeczywistość i wykrzesać resztki cierpliwości.
Buziaki
M.

12 lutego 2013

Ostatki


Dziś ostatni dzień karnawału. Ostatki! A mój kalendarz wypełniony jest różnego typu imprezami. Już rozpoczęłam odwiedzanie znajomych i rodzinki. Dziś wprawdzie będziemy tylko we czwórkę świętować, ale w weekend zaszalejemy. Lista gości ogromna. Tak naprawdę to mam problem, żeby jeszcze coś do tego kalendarza wpisać i nawet trudno pogodzić te terminy, bo nakłada się wszystko na siebie. A już niedługo święta. Może odpoczniemy?
M.

11 lutego 2013

czwartki


Odnalazłam zaletę mieszkania pod Warszawą. W naszej szkole organizowane są zajęcia z aerobiku. Jestem pod wrażeniem wszystkich pań uczestniczących w zajęciach. Panie są w rozpiętości wiekowej od 25 do 80 lat. Rewelka, bo najwięcej jest tych w średnim wieku i powyżej. Ja zaliczam się do tych młodszych i jestem w mniejszości. Pod wrażeniem jestem tych wszystkich Pań, że im się chce, mają ochotę, co tydzień tam przychodzić i zrobić coś dla siebie. Może nasze mamy powinny też o tym pomyśleć. Na moją mamę nie działają żadne argumenty. Po ostatnim dniu babci i dziadka uważam, że na emeryturze zajęcia dodatkowe są niezbędne. W ogóle zastanawiam się czy ta emerytura polegająca na siedzeniu w domu ma sens? Nawet dla gospodarki.

Dlatego tak lubię czwartki. Aerobik mnie nakręca bardzo, bardzo pozytywnie! W ostatni czwartek spadł śnieg w ilości maxi maxi. I mi się wtedy chciało wszystko. Nawet odśnieżać! Po super wysiłku na sali gimnastycznej, zaczęłam odśnieżać podwórko, bo niestety na wsi trzeba samemu zadbać o siebie. Rano kochany mąż miał odśnieżony wyjazd, a ja wielką satysfakcję. Znalazłam swój sposób na stres i monotonię!
M.

5 lutego 2013

Moja psycha i pozytywy

 Z tą moją silną psychą to przesada..też mam tak,że najchętniej ciskała bym talerzami (najlepiej w ojca moich synów..) albo pobiegła w dal nie oglądając się za siebie (najlepiej w kierunku dużej latte i bardzo czekoladowego ciasta).
Też jestem niewyspana, mam niewydepilowane brwi i paznokcie na szybko obcięte obcinaczem, nie mam w co się ubrać a na dodatek w porównaniu do K i M mam w domu pierdolnik nieogarnialny od kilku lat.. (Postanowiliśmy wczoraj ukryć połowę talerzy i sztućców,bo ciągle mamy górę zmywania).
Mi też kumuluje się zmęczenie i frustracja że Syn nie słucha/nie chce się wykąpać/umyć zębów/nie chce iść spać itd.. Ciągle mnie prosi żebym coś mówiła białym ludzikiem lego, a teraz niebieskim, a teraz patrz, leci samolot, Mamooo móóóówwww!!!! A z drugiej strony i tak mam wyrzuty sumienia że za mało z nim jestem bo pół dnia jest w przedszkolu a jak wraca to mam dla niego za mało czasu bo coś robię w domu albo karmię młodszego albo chcę mieć chwilę świętego spokoju i sprawdzam maila przez telefon (matko, spróbuj włączyć komputer a natychmiast na Twoich kolanach pojawia się dziecko..dlaczego komputer taty NIGDY nie jest taką atrakcją???)
I jeszcze mam wyrzuty sumienia, bo ciągle nie zapisałam się do dentysty ani ginekologa, Nowego syna nie zapisałam do ortopedy ani na szczepienie ( i ciągle nie wiem czym go zaszczepić?? ) i nie zaczęłam pisać pracy inżynierskiej,a już powinnam..

W ogóle uważam że macierzyństwo to ciężka praca, wymagająca nieskończonej cierpliwości i siły. A potem jak nam się wydaje że więcej nie damy rady to nawet jak nam się zwala na głowę jeszcze coś extra to i tak dajemy radę.
I myślę że macierzyństwo to ciężka i mozolna praca nad sobą ale dla mnie też niesamowicie wzmacniająca i dodająca siły i poczucia własnej wartości. Bo jesteśmy super! Dziewczyny! Urodziłyśmy dzieci! Nosiłyśmy je w brzuchach, karmimy/łyśmy własnymi piersiami (w sumie sześcioma :P), pokonałyśmy różne trudności,które wydawały się być nie do pokonania! A jeszcze tyle przed nami ;)
Co to dla nas teraz załatwić sprawę w banku, czy urzędzie? Co to dla nas pojść na jakieś cholernie ważne spotkanie? pffff!
Motherpower! ;)

G


 

4 lutego 2013

Codziennie coś...

Codziennie coś. Różne są te cosie, jedne sprawiają, że serce nam rośnie, ale dużo jest takich, że nam rośnie  ciśnienie. Właściwie można sobie powiedzieć: wszystko zależy od nas samych i od tego jak się nastawimy. Więc niby sprawa prosta- wystarczy się pozytywnie nastawić :) Najlepszą psychę ma G., więc to ona tu powinna sypać przykładami, jakie życie jest piękne, a dziudziuniem czy dwoma to już w ogóle, achhh!! Ale pewnie nie może się dopchać do kompa, bo albo rycerze albo egzaminy albo jakieś dziecko po klawiaturze skacze. Zauważyłam, że jak moja córka naciska jednocześnie wszystkie przyciski na klawiaturze, to touchpad przestaje działać, ciekawe...
Zatem, na prośbę M. i żeby puścić w świat dobrą energię od dziś zamieszczam rzeczy POZYTYWNE. To znaczy, nie że jest szczepionka na raka albo skończyła się wojna w Syrii. Takie małe pozytywne drobiazgi z codziennego życia mam. A co!
Zatem pozytyw numer 1 i jednocześnie źródło największej dumy mamusi: moje dzielne 13 miesięczne dziecię CODZIENNIE wieczorem robi siku do nocnika :) Po czym wstaje i idzie się kąpać. Chyba czas pokazać jej jak korzystać z papieru toaletowego :)))
I co tam wrzaski, niezjedzone zupy i nieprzespane noce, ta malutka kałuża moczu wzrusza mnie do łez...
Do tego stopnia, że M. i G. musiały ją dzisiaj wieczorem podziwiać za pośrednictwem MMSa, hi hi :)
K.

3 lutego 2013

O miłości


Ostatnio zaniedbany nasz blog nie mógł udźwignąć słów wynikających z rozmów telefonicznych, smsowych tekstów, czy obszernych e-maili. No cóż prawda taka, że nie zawsze wywody o macierzyństwie i życiu matki polki nadają się dla czytelników. Ale jednak coś należy się wirtualnej rzeczywistości przekazać. A w nawiązaniu do nadchodzącego dnia święta zakochanych, potocznie zwanego walentynkami napiszę o miłości. To będzie ta trudna miłość matki do dziecka i dwojga dorosłych. Kochamy tych naszych facetów i mamy z nimi dzieci i to właśnie z nimi, dlatego tak nie do końca możemy na nich narzekać, że ich nie ma, kiedy są potrzebni, że z dzieckiem to siedzimy my, że do lekarza też my przedzieramy się przez zaspy śnieżne, koszmarne usypianie w dzień też nas dotyczy, bo my w domu, a facet w pracy, że zima jest i jeszcze będzie to też niestety nie jest ich wina i prawda jest taka, że oni nas do niczego nie zmuszają, może nie zachęcają do zmian, ale wiedziałyśmy, że karmienie nocne i dzienne to raczej do kobiety należy, a urlop wychowawczy i macierzyński też przysługuje w pełni tylko nam, a to wina prawa i państwa. Także walczyć z tymi naszymi facetami nie warto, bo ich kochamy. Gorzej będzie z miłością do dzieci. Jest naturalna od chwili narodzenia. Chyba żadna z nas nie zapomni tej pierwszej chwili po porodzie z dzieckiem na brzuchu. Wszystkie chciałyśmy mieć dzieci. Nie sprawiedliwe są zasady wychowywania dzieci. Nikt, żadnej dziewczynce, wcześniej nawet nie pisnął, że macierzyństwo jest ciężkie, frustrujące i wymaga ogromnych pokładów cierpliwości. O notorycznym zmęczeniu też nikt nie wspominał. Pewnie ta wiedza nie zmieniłaby decyzji o posiadaniu dziecka, ale może pomogłaby oswoić się z tą myślą i może udałoby się inaczej zorganizować sobie życie, aby było nam łatwiej. Teraz wszelkie zmiany z dzieckiem, albo dziećmi jest trudniejsze. Oczywiście zgadzam się z kochaną G., że to nasze macierzyństwo jest pouczające, ale może Twoje przykłady pozytywów by nam się przydały. Bo właśnie o to chodzi, aby ułatwiać sobie wszystko i patrzeć pozytywnie. Polecam też w chwilach wolnych lekturę. Książki o miłości polecam!
M.

1 lutego 2013

Szaleństwa ciąg dalszy...


Jak działa przedszkole? Może jakaś przedszkolanka wyjaśni mi techniki opieki nad dziećmi, aby się nie nudziły, nie krzyczały, nie kłóciły o zabawki i w ogóle żeby było miło! Jak to wszystko ogarnąć? Mimo szczerych chęci mam z tym duże problemy i zła jestem na siebie potwornie. Taki dzień krzyków i płaczów doprowadza mnie do frustracji, nie mówiąc już o tym, że brak mi rąk i czasu, aby zająć się domem. Coś ostatnio nie mogę się zorganizować.  Czy wszystko można zwalić na pogodę? Ja nawet nie odczuwam już zmęczenia i senności.  Dotykając poduszki zasypiam automatem. Gorzej z synem obok mnie, który udaje ducha i nigdy nie zamierza spać, kiedy go o to proszę. Kwitując potrzebna rada na znudzonego czterolatka i malucha bez potrzeby snu. Od razu dodam, że przedszkole do września musi czekać, a do kochanej K. nie mogę jeździć codziennie, bo mnie znienawidzi, a tam dzieci jakby grzeczniejsze i jakie chętne do jedzenia.
M.