25 sierpnia 2012

Wyzwanie

Wybieram się na wakacje nad polskie morze. To będzie takie wyzwanie. Jadę do Sobieszewa z roczniakiem, trzylatkiem i gimnazjalistą. Kochany mąż zostaje w domu. Czy podołam takiemu wyzwaniu i nie zwariuję? Nie wiem! 
M.

21 sierpnia 2012

Tylko mężczyźni a Wakacje z dzieckiem


"Podaj mi kubek dziecka, jest w górnej szafce w żółtej torebce"
"W górnej szafce w żółtej torebce..."
"W górnej szafce w żółtej torebce..."
Nawijam jak porysowana płyta CD, ale mąż i tak szuka na lodówce. Gdy
on wreszcie znajduje ja łapię się na myśli: Jak to możliwe, że
jesteśmy tu trzy dni, a on nie wie gdzie są naczynia dziecka?
Dzwonię do G. powiedzieć, że wakacje z dzieckiem się nie liczą. "Nie
wiedziałaś?" odpowiada.
Idziemy na zachód słońca na plaży, drepczę po piasku z dzidziuchem w
chuście i jest miło. Towarzyszący nam roczniak nabiera piasku na
łopatkę, potem wrzucam mi go do torby. "Nie szkodzi, to była mała
łopatka, naprawdę się nie gniewam, i tak wszystko w piachu!" A zaraz
potem odkrywam, że piach wylądował na mokrych kąpielówkach męża
wrzuconych luzem do torby od wózka, która uzupełniona o ręcznik stała
się torbą na plażę. I też się nie gniewam, w końcu są wakacje, a mąż
szczerze nie widzi problemu i generalnie bardzo się stara być
pomocnym. Ale ręce (i biust) opadają mi trochę niżej...

K

19 sierpnia 2012

Inność

Odkąd mam dzieci moje spacery stały się bardzo aktywne. Są rytuałem codzienności, obowiązkiem i przyjemnością. Jak tak sobie spacerujemy to czasem mamy okazję spotkać inne dzieci również na spacerze. Opiekunowie owych dzieci zawsze są pozytywnie nastawieni do innych spacerowiczów. U nas na wsi to zazwyczaj babcie spacerują i opiekują się wnukami. Ja stałam się takim wyjątkiem. Niedawno wybraliśmy się na taki codzienny spacer. Nawet miałam wielkie nadzieje że roczniak zaśnie, a trzylatek się zmęczy, ale cóż nie pierwszy raz byłam taka naiwna. Trzylatek szalał na rowerze, a roczniak spacerował po chodniku zbierając najmniejsze kamyczki, żołędzie, patyczki i inne napotkane śmieci. Trwało to w nie skończoność. Przemieszczaliśmy się z prędkością światła znaną tylko dzieciom zafascynowanym czymś dla nas zwykłym jak kamyczek. Tak oto stojąc w miejscu podeszła do nas przemiła babcia z wnuczką na rowerku. Babcia miała wyzwanie bo dziewczynka musiała być pchana kijem doczepionym do roweru bo sama jeszcze nie miał tyle siły aby pociągnąć pojazd. I tak właśnie zaczęła się nasza krótka rozmowa. Zazwyczaj jest to taka ogólna pogawędka o pogodzie, o tym co dziecko już umie i w jakim jest wieku itp. Tym razem pani mnie zszokowała, a ja ją. Dla mnie oczywiste było, że jestem matką tych chłopców z którymi wyszłam na spacer i dlatego się nimi zajmuję przez 24h odkąd się urodzili, a nasze babcie nie biorą czynnego udziału w opiece nad swoimi wnukami. Pani dosłownie współczuła mi, że jest mi tak ciężko, że ona to jest wstanie zrozumieć bo sama zajmuje się dwiema wnuczkami i już nie może się doczekać września kiedy to dziewczynki pójdą do przedszkola, a ona odpocznie. Starsza pani była mną zachwycona, a mi się zrobiło miło i dziwnie. Miło bo ktoś rozumie akurat taką "pracę" i dziwnie, bo uświadomiłam sobie, że na tych spacerach to ja spotykam tylko takie właśnie babcie, a nie matki. I chyba jest coś ze mną nie tak...?

18 sierpnia 2012

Hormony jak niewiemco..

No gupia baba... Hormony zalewają mózg :)
Siedzę od godziny na forum internetowym i gadam o wyprawce dla noworodka :P
A przecież do grudnia jeszcze czas.! :D

Remont czyli uciekam z domu

Kilka remontów naszego mieszkania już mam za sobą. Mieszkanie ma 60 lat więc było co robić ;)
Pierwszy chrzest to łazienka na którą wydałam składane dla mnie przez mojego dziadka na książeczce mieszkaniowej pieniądze. Nie mogę uwierzyć że tyle to kosztowało..mówię o łazience 2x2m a nie wielkim salonie kąpielowym.. No ale młoda byłam i głupia a w remontach niedoświadczona, łazienka piękna teraz (a wyglądała strasznie i regularnie nawiedzała nas sąsiadka z dołu że ją zalewamy..)więc już trudno.. Potem zanim urodził się Synek to wymienialiśmy okna i zrobiliśmy remont podłogi. W międzyczasie troche było malowania, wymiana drzwi wejściowych, no wiecie same niezbędne rzeczy.. Ciągle po trochu wymieniają się meble, coś się przestawia albo wynosi itd.. Czekała tylko kuchnia..czekała i czekała.. Pare lat temu wyrzuciliśmy stare szafki i pomalowaliśmy nieco ale potem już czekała tak zwana prowizorka (czyli to co trzyma się najtrwalej) czyli dostana od znajomych szafka ze zlewem, kuchenka, lodówka i pralka bez zmian..
No ale nas naszło..najwyraźniej nie tylko ja mam hormonalny objaw zwany wiciem gniazda.. A więc mamy remont kuchni. Brzmi przerażająco, kucie ścian, przestawianie mebli, życie bez kuchenki gazowej, wymiana instalacji hydraulicznej, brrrr....
Ale nauczona wieloma doświadczeniami korzystam z okazji, spakowałam rzeczy swoje i dziecka i wynieśliśmy się do moich rodziców. Chociaż na kilka dni ;) A Męzczyzna w domu ma wolną rękę, i daje popis, bardzo dobrze. Okazało się że jak jestem w domu to prace posuwają się z prędkością jednej roboczogodziny na dobę, a jak zniknęłam to już był i gazownik i hydraulik i nawet pojawił się pomysł żeby przy okazji wymienić stare grzejniki.
I może do grudnia zdążymy.. ;)
Nie mogę się doczekać drewnianego blatu..mrrrr

G

14 sierpnia 2012

Wielka wędrowka tobołków

Bardzo eko: ekologiczna i ekonomiczna, wielka wędrówka tobołków. Towarzyszy każdemu naszemu spotkaniu. Przyczynia się do niekontrolowanego rozepchnięcia toreb. Zawsze każdy dla każdego coś ma, a to śliczne ubranko, a to pudełko z czymś pysznym, a to jakiś gadżet, a to książkę. Często wszystko naraz i nie tylko po jednej sztuce. Każde spotkanie zaczyna się od obowiązkowego "podziału łupów". To takie miłe i ma tylko dobre strony... po za tym, że jak mąż widzi jak targam do domu kolejny tobołek wita mnie w progu gromkim "Zdrastwujcie", że niby jak Ruska z bazaru wracam, bardzo śmieszne...

9 sierpnia 2012

Torebka Pudziana

Moja torebka zawsze jest wielka i zawsze potwornie ciężka. Nawet jak kompletnie nic w niej nie ma, to i tak waży tonę. Mąż się wścieka i każe mi kupować małe torebki. Małe torebki kompletnie nie przyciągają mojej uwagi, kiedy jestem w sklepie. Mąż pyta po co mi kolejna torebka, skoro mam już pięć. Myśli, że mam pięć, bo nie widział tych siedmiu upchniętych w szafie :)
Obecnie moją torebką jest torba do wózka, zresztą własność G. (merci!), co zbawiennie działa na mój kręgosłup, bo dynda sobie taka na rączce od dyliżansu i może sobie ważyć ile chce, dopóki nie przewraca wózka. Jak mąż czasem waży ją w ręku to mówię, że w środku przecież niezbędnik dzidziusia (czyli bardzo dużo rzeczy, które okazują się zupełnie niepotrzebne oraz brak tej jednej, która akurat jest natychmiast potrzebna...), no to jak ma być lekka...
Kolejny problem, że nigdy nic w torbie nie mogę znaleźć. Telefon dzwoni, a ja nerwowo przetrząsam kolejne kieszonki. Albo biegam z obłędem w oczach po domu, bo mi gdzieś zginął, a on hi hi hi śmieje się ze mnie wewnątrz torby. Tak samo kluczyki, pomadka, chusteczki...
No i portfel. Tam to dopiero jest Meksyk. Choć od czasu do czasu tam sprzątam.Strasznie trudno przez to znaleźć w nim pieniądze i karty. A niby po to ma się portfel...
Kończę, bo Mi wyje, muszę ustalić co za tragedia się stała. Ale wrócę :)